Posty

Wkurwienia ciąg dalszy

 Godzina 5.15 pobudka. Nie, bym tak rekreacyjnie wstawała - jest to czas na szybki ogar siebie i zwierząt,  zanim wyjadę do biura. Darcia mordy w nocy ciąg dalszy, więc z wyspaniem średnio. Zamknięty w sypialni kot zlał się, więc zaczęłam dzień od babrania się w moczu. Mmm, urynoterapia...  Spakowanie, ubieranie, karmienie - w końcu pora wyjścia. Przy w miarę dobrym humorze utrzymuje mnie spotkanie z kuzynka, którą odbieram popołudniu z dworca. W końcu jakiś sprzymierzeniec na tej socjalno-imprezowej wojnie. Tak więc wrzucam rzeczy do samochodu i... Już chcę jechać gdy w ciemności dostrzegam, że samochód zajebany rzeczami od "gości". Miejsce na kuzynkę by było,  ale na jej bagaże? Zapomnij.   Wkurwiona, spóźniona wyładowuję cały szpej.  Wyladowałam.  Wyjeżdżam.  Ciężarówki i dostawczaki wszędzie o tej godzinie.  Jadę. Przede mną ofiara, która zwolniła wlokąc się ustawowe 40 km na godzinę. Mój dezmobil nie wyprzedzi bez długiego odcinku r...

No nic

 Dzisiaj bardzo krótkie podsumowanie. A raczej wyrzut rozgoryczenia. Ten moment kiedy zapewniasz nocleg i żarcie we własnym domu, dla ludzi których tak naprawdę nie znasz, pożyczysz im nawet swój samochód... A ci cię olewają, zbijając się w grupki i zostawiając cię jak tego szczeniaka, który został wyrzucony przez matkę, ponieważ ta czuje że coś z nim bardzo nie tak.  No nic.  Jak dzisiaj będą drzeć mordę w nocy, to nie ręczę. 

Sama na placu boju

 Niby wtorek, ale w sumie taki upośledzony poniedziałek.  A, i tak, grzyby okazały się po prostu ciężko strawne. Na tyle, że żołądek myślał, że umiera. I ja w sumie za jego przykładem też..  W każdym razie, zostałam dzisiaj w biurze sama od godzin porannych. Czemu? Już zdążyłam jedną koleżankę wkurzyć na tyle, że sobie po prostu poszła. I pracuje dzisiaj z domu. Druga przyszła tuż za nią, ale została tylko na chwilę - okazuje się, że od weekendu ma problem z paskudami (pluskwami) w mieszkaniu, które przeszły od sąsiada i zadomowily się u niej na dobre. Jako, że może być nosicielem tych stworzeń, zwinęła się szybko, by wygotować szkodniki. No i tak z trzech czarownic została tylko jedna.   Ps. Ernest nadal stoi pod werandą...

Poniedziałek

 Pierwszy dzień tygodnia i jakoś tak mało lubiany przez wszystkich. Zresztą nic dziwnego. W większości oznacza to rozpoczęcie niekoniecznie lubianej czynności w postaci 8 godzinnej pracy, która ciągnie się przez kolejne 5 dni.  Ja tam do poniedziałków nic nie mam, poza tym, że trzeba przestawić cykl wstawania po weekendzie. No i tym, że u mnie poniedziałek to taki zawsze mały piątek 13.  Tym razem zaczęło się znośnie; i nawet przyjemnie z tym akcentem, że dostałam śniadanie do... No nie do łóżka, ale miejsca pracy na kanapie (homeoffice). Maczane w jajku i panierce kanie są naprawdę bardzo smaczne i jadłam je po raz pierwszy w takim wykonaniu. Po 15 minutach od zjedzenia, nie mogę się wyprostować. Walczę w odruchem wymiotnym i skurczami żołądka dzielnie, ale mało owocnie.  Albo za dużo hityny, albo pomyłka w grzybie. Zobaczymy za parę godzin.

Wifi

 Ten moment w którym myślicie sobie, że śmieszna nazwa udostępnionej sieci przez telefon jest dobrym pomysłem... Siedzimy w czwórkę - ja, koleżanka i dwóch przedstawicieli audytowanej firmy. Rutynowa kontrola, podatwowe pytania, pełna powaga, wymiana mailami i papierami. Nagle awaria sieci i brak dostępu do chmury, na której mają wszystkie dokumenty. Obraz z rzutnika przeskoczył na pulpit i okienko połączenia z nową siecią.  A ja patrzę na swój laptop, robiąc typowego "poker face" i modląc się, by nie zauważyli mojej sieci o nazwie "Uśmiech bąbelka".

Nabiał i samochód

 Ostatnimi czasy korzystam z aplikacji, gdzie kupuje się produktu spożywcze o zaniżonych cenach z racji krótkiego terminu ważności. Każda paczka to jedna wielka niespodzianka. A przynajmniej takie jest założenie. Niemniej zawsze, ale to zawsze znajdzie się co najmniej parę jogurtów, maślanek i kefirów. Tak więc przez następny tydzień będę żywiła się nabiałem - dwie półki w lodówce są zajęte przez tego typu twory. Jest to zdrowe i powinnam się cieszyć. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam to sprawdzenie co można z tego zrobić; przerobienie kilogramowych ilości kefiru wcale nie jest takie jak myślałam. W  przekonaniu utwierdziło mnie dwie godzinne smażenie racuchów. O, samochód przeszedł przegląd. Doczłapał się do mechanika przy pomocy kompresora, który mój luby wozi w bagażniku. Niemniej dojechał na kapciu, ku mojemu zdziwieniu nie rysując nawet felgi. Mechanik na miejscu był dopiero wstanie odkrecić koło - tak, to była wcześniej wpomniana przebita opona, która przyrosła do samochod...

Nostalgia

 Czasem przychodzi czas na myślenie o przeszłości... Jak to było kiedyś "fajnie" i "spoko". Te czasy nie wrócą, ale możemy sobie zawsze zapewnić ich namiastkę w różnojaki sposób. Moim jest coroczne świętowanie Halloween (zresztą jak i mojej psióły, która w tym temacie jest równie zakręcona co ja). W tym roku jednak stawiam na dekoracje, nie na przebranie.  Powiedzcie mi, co byście zrobili widząc 2 metrową humanoidalną postać wykonaną z gałęzi, której głowa byłaby czaszką kozła? Oczywiście wiszącej 3 metry na drzewie i bujającą się delikatnie na wietrze. He he=) Mój pierwszy Ernest (bo tak nazwę mojego potworka) jest już prawie gotowy. Oczywiście wrzucę dokumentację fotograficzną.